„Nienawidzę tego miejsca, nie cierpię
Windrose, chcę stąd wyjechać!
Czasami chciałabym zamienić się
z niektórymi osobami np. Emily. Zobaczyć jak to jest być popularną. Dowiedzieć
się jakie to uczucie, gdy wszyscy chcą się z tobą przyjaźnić i cię uwielbiają.
Może dziwne, ale gdy jesteś sobą to albo jesteś dla innych niewidzialna, albo
cię nienawidzą. Jednak gdy się zmienisz to może i cię polubią, ale wtedy nie
będziesz już wiedział kim jesteś, kim byłeś, a tym bardziej kim masz być. Już
nie ma ciebie, jest tylko nędzna kopia, wersja wymyślona przez innych, przez
twoich "przyjaciół"
Z jednej strony Windrose to wspaniałe miejsce, bo tu się
wychowałam, jednak nie ma tu miłych
ludzi, może i jest to mała wioska i wszyscy się znają, ale i tak obgadują cię
za plecami, po prostu cię nienawidzą. Nie wiem co takiego im zrobiłam, tym
bardziej Emily, jeszcze w pierwszej
klasie podstawówki byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. To było aż osiem lat
temu, a wydaje się jakby to było wczoraj. Teraz, już siedem lat mnie
nienawidzi, robi wszystko, żebym była pośmiewiskiem i jak na razie niestety to
się jej udaję."
-Kochanie!- Samantha usłyszała głos swojej mamy, który wyrwał ją z
głębokiego zamyślenia.
Sam, jak nazywali ją członkowie rodziny i osoby w szkole, przetarła śliczne
oczy i przeciągnęła się. Zamknęła pamiętnik i spojrzała na zegarek, była
godzina 10.00. Wstała, wyjrzała na dwór,
była ładna pogoda, świeciło słońce, ale z pewnością był mróz, trawa była
pokryta szronem. Zobaczyła biegające dzieci, wszyscy byli bardzo szczęśliwi.
Smutna odwróciła się, zobaczyła swoje zdjęcia. Musiały być stare, bo była na
nich Emily. Było to na 6 urodzinach Samanthy. Dziewczyna wyglądała ślicznie,
miała na sobie piękną, różową suknie, ciemną karnacje, kręcone, jasne, brązowe
włosy i te hipnotyzujące, morskie oczy. Teraz wyglądała inaczej, jej włosy ściemniały,
skóra zbladła, a uśmiech zniknął, jedyne co zostało po tamtej dziewczynie to te
cudowne oczy. Sam ubrała się w brązową sukienkę i uczesała włosy w ładnego,
wysokiego koka, na twarz spadał jej tylko jeden kosmyk. Wyszła z pokoju i
zeszła na dół po drewnianych schodach prosto do kuchni. Zobaczyła swoją
blondwłosą matkę jedzącą śniadanie.
-Cześć skarbie, wreszcie zeszłaś na dół-powiedziała mama.
-Hej mamo, Rosaline już wstała?
-Tak, twoja siostra już od godziny biega na dworze.
-Przecież ona jest już w 5 klasie, ma 11 lat i jeszcze bawi się ze
znajomymi, to takie dziecinne.
-A ty Samantha jesteś w 2 klasie gimnazjum i masz dopiero 14 lat, a nic
nie robisz, tylko siedzisz i albo czytasz książki, albo piszesz coś w tym swoim
pamiętniku. Naprawdę, aż tak jest tu ci źle?
-Mamo, wiesz, że nie lubię tego miasta, chciałabym się stąd wyprowadzić
jak najszybciej.
-Dobrze, ale przecież tu jest twój dom. Rozmawiałyśmy już o tym,
przecież zdecydowałyśmy, że wszystkie razem przeprowadzimy się do Cornflower,
dopóki nie znalazłybyśmy tam domu, mieszkałybyśmy u babci, ale to dopiero jak
ty skończysz gimnazjum, a Rosaline szkołę podstawową, chyba, że znajdę tam
jakąś pracę.
-Ale, mamo! Ja nie lubię tego miejsca, nie mam tu żadnych znajomych.
-A Emily, byłyście najlepszymi przyjaciółkami?
-Tak, byłyśmy, teraz ona mnie nienawidzi. Uprzykrza mi życie gdzieś od
7 lat. Mówiłam ci już o tym!
-Dobrze, przepraszam, myślałam, że się pogodziłyście.
-Ja może wrócę do siebie-powiedziała Sam
-Kochanie, ja nie chciałam niczego złego powiedzieć
-Nieważne, naprawdę, zostawmy to.
Kiedy Samantha szła po schodach usłyszała, dzwonek do drzwi. Domyśliła
się, że to Rosaline. Sam szybko wbiegła na górę, żeby przestraszyć siostrę. Po
chwili siostra znalazła się u góry, tak jak myślała dziewczyna.
-Buuu!-krzyknęła
-Aaaa! Czy ty oszalałaś! Chciałaś, żebym tu umarła ze
strachu!?-wrzeszczała Rosaline
-Przepraszam, ale naprawdę nie mogłam się powstrzymać. Prawie byś się
wywaliła. Hahaha.
-To wcale nie było śmieszne.
-Oj, no przestań Rose, to było bardzo zabawne. Jak było na
dworze?-Powiedziała śmiejąc się Sam
-Dobrze, możesz się przesunąć, bo chciałabym wejść do pokoju. Byłabym
ci za to bardzo wdzięczna.
-Rosaline, nie obrażaj się na mnie.-odpowiedziała Samantha
Sam poszła do pokoju i włączyła muzykę.
-Ona nawet nie zna się na żartach!-powiedziała szeptem dziewczyna
-Samantha, Rosaline zejdźcie na chwilę na dół, musimy
porozmawiać.-dziewczyny usłyszały głos matki dobiegający z dołu
-Już idę!-krzyknęły w tym samym czasie siostry schodząc na dół.
Gdy dziewczyny były już w salonie ich mama zaczęła
rozmowę.
-Rose, czy ty naprawdę, tak jak siostra chcesz
przeprowadzić się do Cornflower?
-Tak-odpowiedziała zaskoczona Rosaline
-Wiecie, ze jeżeli przeprowadzimy się tam to będziecie
musiały mieć razem pokój?
-Tak, jakoś dałybyśmy sobie radę.-powiedziała ze
śmiechem Sam
-Czyli obie bardzo chcecie się przeprowadzić do
babci?-zapytała po raz kolejny matka
-Tak, bardzo-krzyknęły obie dziewczyny
-No dobrze, to muszę zacząć szukać pracy w Cornflower.
-Naprawdę, przeprowadzamy się!-krzyknęła z
niedowierzaniem Samantha
-Tak córeczko, naprawdę. Przemyślałam to i
postanowiłam, że jak stąd wyjedziemy to będzie dla was i dla mnie lepiej.
-Dlaczego dla ciebie mamo?-zapytała zmartwiona
Rosaline
-Nie, tak po prostu powiedziałam
-Mamo, nie kłam.-przerwała Samantha
-Dziewczynki, uwierzcie mi, nic się nie stało. Po
prostu dawno nie widziałam waszej babci i tak naprawdę cieszę się z tego, że
spędzimy z nią trochę czasu.
-No dobrze, załóżmy, że ci wierzymy.-powiedziała
zdziwiona Sam
-A więc dobrze. Uzgodniłam już z babcią i obie postanowiłyśmy, że za tydzień wyjedziemy. Musimy już zacząć się pakować.
-A więc dobrze. Uzgodniłam już z babcią i obie postanowiłyśmy, że za tydzień wyjedziemy. Musimy już zacząć się pakować.
-Dobrze, to już biegniemy!-powiedziała ze śmiechem
Rose
-Tylko pamiętajcie, że do babci jedzie się bardzo
długo-krzyknęła kiedy dziewczyny biegły już po schodach
Tydzień minął bardzo szybko, rodzina cały czas się
pakowała i przygotowywała do wyjazdu. Dzień przed wyjazdem, gdy wszystko było
już gotowe do drogi. Siostry miały po raz ostatni pójść do szkoły w Windrose.
Samantha już od czasu gdy otworzyła oczy była bardzo szczęśliwa. W drodze do
łazienki przywitała siostrę całusem w policzek. Rosaline bardzo się zdziwiła,
gdyż zazwyczaj już od samego rana kłóciła się z Sam, nie rozumiała dlaczego tak
bardzo się zmieniła. Dziewczyny wesołe zeszły w tym samym czasie po schodach,
od razu zobaczyły uśmiechniętą mamę i śniadanie stojące na ogromnym drewnianym
stole.
-Niestety, stół musimy zostawić.-powiedziała ze śmiechem
Elisabeth, matka dziewczyn
-Mamo, jesteś bardzo szczęśliwa. Czy coś się
stało?-zapytała zdziwiona Samantha
-Tak, stało się bardzo wiele. Dziewczynki, wcześniej
bardzo obawiałam się tego wyjazdu. Nie ukrywam, że nigdy nie lubiłam
Cornflower, mam z nim wiele złych wspomnień z dzieciństwa, ale postanowiłam, że
pojedziemy tam i zapomnę o tych wszystkich przeżyciach
-Mamo jakich przeżyciach?-zapytała zdziwiona Rose
-Nieważne, nie macie powodów, żeby się o mnie martwić.
Jak przyjedziemy będę musiała spotkać się z moimi znajomymi, bardzo długo ich
nie widziałam.
-Nigdy nie mówiłaś nam o swoich
przyjaciołach.-powiedziała Rose
-Ogólnie, nie mówiłaś nam o swojej przeszłości-
wtrąciła Samantha
-Dziewczynki, to nie czas na rozmowy o przeszłości,
teraz ważna jest nasza przyszłość.
-Masz rację mamo, musimy zbierać się do
szkoły.-powiedziała stanowczo Rosaline
Siostry szybko usiadły do gotowego śniadania, już po
chwili wesołe stały przed drzwiami żegnając się z mamą.
-Dalej się dziwie, że tak szybko zmieniła zdanie o
wyjeździe.-powiedziała Sam od razu po wyjściu z domu
-Czemu? Przecież powinnaś się cieszyć…
-No tak, ale nasz matka nigdy nie zmienia tak szybko
decyzji!
-Przestań o tym myśleć, zajmij się tym, że już jutro
nas tu nie będzie.-rozkazała siostrze Rosaline
-A to co mama mówiła o tych swoich przeżyciach i
znajomych, nigdy nam nie mówiła o swoich przyjaciołach!-upierała się Sam
-Samantha! Przestań już, przecież mama powiedziała, że
nie mamy się martwić!
-Ale ty jesteś naiwna...-powiedziała starsza siostra
-O, zobacz już doszłyśmy do szkoły. Teraz się
uśmiechnij, to ostatni dzień tutaj.-powiedziała Rosaline, żegnając się z
siostrą

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz